Bieszczady 08-10.06.2018 część 1

Już drugi raz spotkaliśmy w Bieszczadach wilka. Za pierwszym razem, na samym początku naszego małżeństwa, po zejściu z Połoniny Wetlińskiej, poszliśmy na cmentarz do Berehów. Wsiadamy do samochodu po powrocie z cmentarza, wyjeżdżamy na drogę, a wilk sobie stoi w zaroślach i nas obserwuje (nie zdążyłam mu zrobić zdjęcia). Ciekawe czy nas również obserwował jak zwiedzaliśmy cmentarz, bardzo możliwe.

Tym razem, po zjedzeniu rybki po drodze, ruszyliśmy dalej i wilk po prostu szedł drogą. Ja zawsze, już na tym odcinku w Bieszczadach, mam włączony aparat, ale zdążyłam mu zrobić tylko trzy zdjęcia – jak sobie idzie, jak nas zauważył i łapy mu się splątały i jak daje susa w las. Bardzo fajne przeżycie. Ciekawe czy bym powiedziała inaczej jakbym nie siedziała w samochodzie. Pewnie tak, chociaż mój mąż twierdzi, że nawet jakby nas gonił niedźwiedź to ja bym się zatrzymała, żeby zrobić mu parę zdjęć. Ma chyba rację.

Tym razem robiliśmy nową trasę – drogą na Przełęcz Przysłup Caryński do Koliby Studenckiej Politechniki Warszawskiej. Kiedyś były po drodze zabudowania i wsie, teraz można zboczyć z drogi i zobaczyć cmentarz i pozostałości po tych zabudowaniach. Ale stara trasa – na Przełęcz Bukowską, też oczywiście była obowiązkowa.

I teraz, przeglądając tą galerię, wykryłam jeszcze jedną niespodziankę – wtedy sfotografowałam krętogłowa. O wow!

Przeżyć było dużo, więc i zdjęć jest dużo. Podzieliłam je na 4 części.