Wybrałam się w Góry Sowie, żeby zobaczyć oczywiście sowę, bo podobno jest ich tam zatrzęsienie, szczególnie sóweczek. I… sowę zobaczyłam 2 miesiące później w okolicach Rzeszowa.
A w tamtych okolicach widzieliśmy głównie deszcz, jedyny piękny dzień podczas naszego pobytu spędziliśmy w Książu. Ale też szczególnie spodobał nam się Zamek Grodno – tam to dopiero było zatrzęsienie ptaków. Gniazduje tam też sokół wędrowny, ale udało nam się go tylko usłyszeć. I wspinając się na Wielką Sowę widzieliśmy dwa ścigające się dzięcioły czarne – nie było szans, żeby je uchwycić w locie.
Za to są inne dzięcioły, pełzacze, kowaliki, zięby, mój pierwszy sfotografowany rudzik i kilka innych gatunków.
Jeśli chcesz zobaczyć więcej zdjęć (jest ich znacznie, znacznie więcej) lub polecenia fajnej kwatery w tamtych okolicach – napisz do mnie.