Bieszczady – 30.05-02.06.2021 – część 1

Wołosate, Ustrzyki Górne, Łopienka. Przełom maja i czerwca w Bieszczadach i zimno jak w jesieni. Nawet patrząc na niektóre zdjęcia trudno się domyślić, że to prawie lato, a nie już jesień.

Siodło pod Tarnicą pokazywało się od czasu do czasu, a Tarnica jeszcze rzadziej. Gospodarz na noc musiał palić w piecu, a my żałowaliśmy, że nie wzięliśmy farelki, bo ranki bywały niesamowicie zimne. Tym bardziej, że wstawałam coraz wcześniej i ruszałam na łowy fotograficzne, a mój mąż … bez protestów wstawał i ruszał ze mną. Magia Bieszczadów.

Przypomniały nam się stare czasy, kiedy na kwaterze lub na polu namiotowym wszyscy witali się około 5 rano, jedząc szybkie śniadanie i ruszali w góry, a wieczorem rządkiem stały nasze ubłocone buty, jedliśmy kolację i padaliśmy do łóżek, żeby na drugi dzień całą procedurę powtórzyć.

I nagle, pewnego dnia, zaczęło się przejaśniać. Szliśmy akurat do Ustrzyk Górnych, kiedy złapał nas mały deszcz, a potem zobaczyliśmy suszącego się myszołowa. Zaczęłam oczywiście pstrykać, bo siedział spokojnie i obserwował nas jak się zbliżamy. Wieczorem, w czasie rozmowy z naszym synem, mój mąż stwierdził, że „mama zrobiła temu myszołowowi chyba z 50 zdjęć”. Miał rację – zrobiłam 53.

Ale był i bocian czarny, gniazdujący w tych okolicach i mnóstwo, mnóstwo innych gatunków ptaków.

Galeria jest w 3 częściach. Nie dało się z takiego bogactwa zdjęć zmniejszyć jeszcze bardziej.

Jeśli chcesz polecenia fajnego noclegu w Bieszczadach lub chcesz obejrzeć więcej zdjęć – napisz do mnie.