Pierwsze co nas zaskoczyło po wjechaniu do lasu to nie obecność grzybów (już dawno tam ich nie znaleźliśmy), ale kozioł sarny pasący się zaraz koło drogi. Uciekł, ale pokazał się pomiędzy drzewami na jedno ujęcie, a potem na łące napotkaliśmy jego żony.
Do Kuryłówki jeździmy dla widoków i żeby pospacerować po łące, przy wschodzie słońca, kiedy jeszcze mgły pełzają nad trawami. Chcieliśmy znów natrafić na dudka, ale go nie było, natomiast była para czajek, uchwycona na jednym zdjęciu, dużo gąsiorków, kląskawki, myszołowy i trznadle.