Kuryłówka 29.07.2023

Zachciało się nam do lasu i … do dobrej piekarni na wypieki i gofry.

Ale przede wszystkim do lasu, ale nie na grzyby, których teraz przede wszystkim nie ma, ale na dzięcioły i na spacer. I pojechaliśmy tam, gdzie dzięciołów jest mnóstwo czyli do Kuryłówki.

Dzięcioły były, ale głównie siedziały w gałęziach drzew i słychać było ich nawoływanie, nawet odzywała się para zielonych. Ale było coś innego – wilgi, które zawsze nam uciekały, gdziekolwiek byśmy nie byli i słyszeliśmy tylko ich odgłosy, a tutaj były widoczne z daleka (to taki żółty punkt na dwóch zdjęciach w tej galerii) i dudek, którego na 100% jeszcze nie miałam na zdjęciach, a dodatkowo jeszcze nigdy na oczy na żywo nie widziałam. Wypatrzył go mój mąż, który zrobił mu trzy pierwsze zdjęcia, a ja pozostałe 67, kiedy powoli coraz bliżej do niego podchodziliśmy.

Opłaciło się wstać o 5 rano, całość poświętowaliśmy goframi popijanymi kawą.